Automotywacja w biznesie

O tym, jak ważna jest dla nas automotywacja, rozmawiamy z Grzegorzem Róziewiczem – Trenerem Lauren Peso Polska S.A.

Z podobnym pytaniem o automotywację spotykam się już od co najmniej piętnastu lat. W biznesie spotykamy dwa rodzaje motywacji: zewnętrzną i wewnętrzną. Pierwsza pochodzi od firmy, menadżerów, innych osób, czyli finansowa i pozafinansowa. Może być negatywna, działać jak sankcje, które nas dyscyplinują w pracy.

Kiedy jednak patrzę na siebie, czuję, że najsilniejszym motorem jest własna motywacja. Chyba każdy z nas to czuje. Ludzie, którzy mają automotywację szybciej, łatwiej, efektywniej dochodzą do tych wyznaczonych przez siebie celów – zawodowych czy prywatnych.

Kto bardziej potrzebuje pracy nad swoją motywacją – menadżerowie czy szeregowi pracownicy?

Automotywacja jest najlepszym czynnikiem, żeby w życiu osiągać cele - prywatne, czy biznesowe –
i czerpać z tego satysfakcję. Jest tym motorem, który pozwala nam szybciej, lepiej i pełniej żyć. Powinna być przez każdego człowieka uruchamiana. Każdy powinien wyznaczać sobie cele i zastanawiać się, co mu jest potrzebne, żeby je realizować. Automotywacja jest warunkiem sukcesu tak pracownika, jak i menadżera. Jeżeli człowiek jest lepiej zmotywowany, to lepiej też motywuje innych.

Ważniejsze jest pytanie: gdzie ją odkryć? Jeżeli kwestie potrzeb fizjologicznych nie są w pełni zaspokojone, nie jest spełniona potrzeba bezpieczeństwa, to faktycznie trudno jest mówić o wyzwoleniu jakiejś pasji. Żeby w ogóle wejść do automotywacji, trzeba ten podstawowy obszar zaspokoić. I menadżerom, i pracownikom automotywacja jest potrzebna pod warunkiem, że jej wyzwolenie jest możliwe.

Niektórzy uczestnicy moich szkoleń mają z tym problem. Słyszę czasem hasło „Spraw, żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce”. To znaczy, że ta osoba nie wyznacza sobie celów, nie odpowiada sobie na pytanie, czego chce, w czym może się realizować. Patrząc z zewnątrz, ten pracownik czy menadżer mógłby mieć automotywację, ale właśnie mu się nie chce.

Z kim pan pracował ostatnio?

Często menadżerowie posiadają dosyć duże doświadczenie, narzędzia, twardą wiedzę. Żeby zarządzać innymi, trzeba uzbroić się w inteligencję emocjonalną. Z jednej strony – umiejętność samokontroli i własnego motywowania, z drugiej - jak wpływać na emocje i motywację innych.

Jeżeli menadżerowie nie są zmotywowani do pracy, sami nie wierzą w siebie, w swoje wyniki, nie są pozytywnie nastawieni, to jak mogą pociągnąć innych? W jaki sposób mogą być wzorem czy przykładem dla swoich pracowników?

Pracuję z dyrektorem handlowym pewnej ogólnopolskiej sieci. To już trzecia firma, w której stawia sieć handlowców. Okazało się, że brakuje mu tej inteligencji emocjonalnej: jak pociągnąć ludzi, jak wyzwolić w sobie przywództwo, w jaki sposób empatycznie podchodzić do niektórych pracowników?

Na sesjach ten menadżer rozpoznał typ osobowości, który sam reprezentuje i typy osobowości pracowników swojego zespołu. Zrozumiał, w jaki sposób powinien z tymi osobami rozmawiać, jak ich motywować. Z każdym ze swoich kierowników spotyka się co kwartał. Oprócz omówienia twardych wyników, dołożył do tych spotkań sesję informacji zwrotnej. Każdy z menadżerów pokazuje, jakie ma mocne strony, jakie widzi luki, nad czym chciałby pracować.

Czy ktoś przesadził z automotywacją? Jakieś negatywne strony?

Zanim zaczniemy proces automotywacji, powinniśmy sobie wyznaczyć dobry cel. Powinien on być ekologiczny, tzn. nie powinien zagrażać ani mi, ani nikomu innemu. Moim zdaniem nie chodzi o przesadę w automotywacji, ale właśnie w wyznaczaniu celów. W biznesie przesada może polegać na tym, że dla życia biznesowego poświęcę czas rodziny czy swój. Zaoram się, a osiągnę ten cel. Motywacja jest siłą. Pytanie tylko, jak wykorzystamy tę siłę.

Jeśli wyznaczamy zdrowe cele, powinno być w porządku. Przesadzić można z automotywacją, kiedy mamy niezdrowe cele. Które mogą komuś zagrażać – ja się zmotywuję, ale ktoś straci, np. firma.

Ludzie wyznaczają sobie czasem nierealne cele. Na zasadzie „chciałabym, chciała”, jak w piosence. Tylko, że oprócz chcenia nic za tym nie idzie. Mają słomiany zapał, kiedy coś jest po prostu nierealne. Jeśli sobie wydumamy cel, a po jakimś czasie widzimy, że nie jesteśmy w stanie go osiągnąć, wtedy automotywacja gaśnie, a zaczyna się „to jest bez sensu”.

Trzeba wziąć po uwagę okoliczności, ale coś się może zmienić, makroekonomia, waluta, spadek cen ropy. Czasem są czynniki, których nie jesteśmy w stanie wziąć po uwagę parę miesięcy wcześniej. Jeśli coś poszło niezgodnie z planem, plan należy urealnić.

Czy na każdą osobę działają te same narzędzia?

Narzędzia automotywacji są bardzo uniwersalne, ale należy je stosować zgodnie z typem osobowości. Są osoby wewnątrz-sterowalne i zewnątrz-sterowalne. Pierwsze raczej same sobie narzucają pewne reguły, a drugie potrzebują więcej upewnienia się, wsparcia.

Często prowadzę z uczestnikami szkoleń takie ćwiczenie z wizualizacją, czyli tzw. kolażem. Wyobraźnia zostaje zastąpiona obrazami, gestami, czyli tzw. mapą marzeń. Każdy uczestnik zadaje sobie pytanie, o czym marzy, czego pragnie, czego potrzebuje, żeby potrzebuje, żeby być spełniony, szczęśliwy.

Przydaje się wyznaczanie obszarów w życiu danej osoby: bogactwo materialne czy duchowe, napęd, inspiracja, obszary prywatne czyli miłość, małżeństwo, partnerstwo, dzieci, kreatywność, podróże, przyjaciele, kariera, ścieżka zawodowa, wiedza, zdrowie, tradycja, starość. W każdym z tych obszarów ta osoba szuka, co jest jej szczęściem.

Podczas wyznaczania celów powinniśmy pamiętać, aby każdy był oparty o SMART, czyli szczegółowy, mierzalny, osiągalny, realny, określony w czasie. Należy zadać sobie pytania: Jak można coś osiągnąć? Jakie mamy narzędzia? Kto nam może pomóc. Z czego możemy korzystać? Należy wyznaczyć sobie harmonogram.

Dobrze jest zauważać małe sukcesy zgodne z harmonogramem, które zbliżają nas do celu. Kamienie milowe zwiększają siłę automotywacyjną.

Każdy pracownik ma wyznaczone swoje cele - miesięczne czy kwartalne. Uważam, że warto pracowników włączyć w realizację celów, żeby oni też mieli część swojego ojcostwa, ponieważ w życiu najbardziej kochamy swoje dzieci. Jeśli pracownik ma jakąś część, za którą jest odpowiedzialny, bardziej się angażuje. Oczywiście wykonuje polecenia, ale czasem z poziomu „bo muszę”. A każdy z pracodawców chciałby, żeby pracownik wykonywał zadania na zasadzie „bo chcę”.

Jakiś własny przykład?

Przez lata trenerskie, pracę w hotelach czy pensjonatach dosyć szybko przytyłem. Moja waga przekroczyła pewne reguły. Najłatwiej wyzwolić automotywację, kiedy czegoś mocno pragniemy. Wtedy wiemy, co mamy robić. Jest też motywacja negatywna: czasami musimy wiedzieć, co możemy stracić. Zrozumiałem, co mi grozi, jeśli nie poprawię swojej kondycji. Korzystałem z pomocy lekarskiej, dietetycznej.

Dałem sobie rok na zrzucenie 50 kg. Byłem pozytywnie zaskoczony, kiedy po miesiącu zeszło 20, a po dwóch 30. Szybciej poszło niż zakładałem. A czasami może być odwrotnie, może przesadzimy. Zbyt ambitnie podejdziemy do tematu, a życie, biznes, konkurencja wcale tak szybko nie pozwolą nam tego osiągnąć. Żeby się nie zdemotywować trzeba będzie urealnić harmonogram i sposób realizacji.

Mój cel, poprawę kondycji wyznaczyłem na 50 kg. Tyle wskazuje BMI, które jest ekologiczne. Schodząc o 50 kg, schodzę do prawie idealnej wagi i jestem przekonany, że tym sobie nie zagrożę. Gorzej, gdybym przesadził – dołożył sobie jeszcze ze 20. To nie byłoby zdrowe. Potrzebowałem 8 miesięcy aby osiągnąć swój cel – gdyby nie autentyczna automotywacja nie udałoby mi się


aktualnosci zobacz wszystkie
2018-10-08
Przeczytaj o planach rozbudowy naszego systemu franczyzowego w magazynie franczyzawpolsce.pl
wiecej
aktualnosci zobacz wszystkie
Jak gospodarować własnym czasem w życiu zawodowym i prywatnym
wiecej